Podróże

9 korzyści ze 100 dni podróży

Wyjechałam 100 dni temu. Mam wrażenie, że codziennie na Instagram stories trąbię o tym, co dała mi ta podróż… obawiam się, że nudzę tych, którzy mnie oglądają, więc jednocześnie staram się bardziej cisnąć ciekawostki o tym, co widzę.

Chodzę po linie: staram się nie myśleć o tym, co myślą inni, a jednocześnie chcę być ciekawa, interesować, przyciągać, magnetyzować. Wydaje mi się, że wszyscy wiedzą co u mnie, widzą co dała mi ta podróż, jak się mam, ale na szczęście, ktoś przywołuje mnie do porządku i przypomina, że nie ma czasu mnie obserwować codziennie. Moja wesoło odbijająca palma otrzepuje się z brokatu i piór, przestaje witać nowych obserwatorów gestem królowej Anglii, ale za to uśmiecha się, dyga i grzecznie odpowiada na pytanie.

Co mi dała ta podróż?

1. Przyzwolenie na bycie wiecznym uczniem.

Codziennie poznaję siebie i mam czas na wgląd we własne myśli. Czytam te stoickie notatki, medytuję, myślę pozytywnie, ale kiedy miałam problem na lotnisku w Ho Chi Minh spanikowałam, byłam dla kogoś niemiła, ciskałam się. Różnica polega na tym, że po pierwsze i tak byłam spokojniejsza niż kiedyś byłabym. Po drugie, miałam ten moment autorefleksji i przeanalizowałam co bym zrobiła inaczej, co mną kierowało etc. Nie od razu będę się unosić nad podłogą na liściu lotosu i bezbłędnie wdrażać stoicyzm w życie – jeszcze parę razy się pozłoszczę, ale to dla treningu przed kolejnymi trudnymi sytuacjami. 🙂

Inspiracje:

  • Mój szanowny kolega Rafał przemawiający do mnie regularnie w punktach i rzeczowo. Życzę Wam takiego Rafała.
  • Daily Stoic: blog
  • Bakadesuyoblog

2. Potwierdzenie, że wszyscy jesteśmy różni.

Truizm. Wszyscy to wiemy, akceptujemy to w różnym stopniu choć oceniamy prawie zawsze. Mam okropny nawyk zaczynania opiniodawczych zdań od: “dziwi mnie, że”, albo “zabawne, że”. Czasem mnie dziwi, a czasem bawi, ale najczęściej powinnam zamknąć japkę i przyjąć do wiadomości, że to co robi dana osoba, to jej wybór i należy go uszanować.

Jeśli ja nie chcę, żeby, ktoś oceniał to, że nocuję w hostelach, oszczędzam na jedzeniu, ale zamawiam kawę 3D dla własnej radochy, to muszę zaakceptować to, że ktoś woli podróżować z walizką, kupować ciuchy, bo są tanie i pakować się na Koh Phi Phi, bo jest na liście punków do zobaczenia.

Widzicie w ostatnich zdaniach, że też oceniam?! Kurde!

Inspiracje:

  • Ludzie, podróżnicy, przyjaciele!

3. Czas na rozwój i książki!

Wizyty u psychologa bardzo mi pomogły, ale obawa przed byciem sama ze sobą powodowały, że nie skupiałam się na tym co tam we mnie. Godzina rozmowy ze specjalistą raz na półtora tygodnia, żeby wygrzebać w sobie ważne rzeczy to za mało. Wieczory w domu zagłuszałam serialami, programami TVNu i wszelkimi aktywnościami, których zawsze miałam mnóstwo, a w podróży nie.

W podróży słucham podcastów, męczę mózg treściami, z których się uczę. Od 7 listopada może ze 4 razy w słuchawkach miałam muzykę (mnie też to dziwi!) zamiast tego, słucham wszystkiego co mnie rozwija! Jeśli nie słucham, to piszę – notatki w dzienniku, odpowiedzi na te same pytania: co było fantastyczne, czego się nauczyłam, czy żyję według własnych zasad… Czasem ulewa mi się na instagramowych stories trochę prywaty, ale traktuję to jako inspirującą terapię.

Nigdy nie czytałam dużo, a tu, w połowie lutego kończę właśnie trzecią lekturę!

Inspiracje książkowe:

4. Pomysł na nowy lajfstajl.

Zatrwożyła mnie ilość plastiku jaką zobaczyłam na azjatyckich ulicach. Soki pakowane w plastik, ze słomką i w torebce do noszenia, wietnamskie bazary, gdzie każda skarpetka niemal jest w osobnej folii, plaże, przy których fruwają gumowe balony, walka w każdym sklepie o brak torebki.

Moje zużycie małych szamponów i mydeł spadło*. Po powrocie chciałabym kupić jakieś wydajne mydło w kostce, myć włosy metodą OMO, ale zdobyć produkty bardziej ekologiczne. Przerzucę się na mooncup, bo zużywanie kolejnych tamponów przez lata mojego życia, tych małych foliowych opakowań, to jakiś absurd na wielką skalę! Dlaczego mooncup nie są popularne i promowane, i w ogóle?!

Inspiracje:

Dzięki spotkanym w drodze podróżnikom zaczęłam jeść mniej mięsa i samo wyszło, że od początku lutego nie jem go wcale. Spotkani na trasie Ada i Patryk odpowiedzieli mi, na moją prośbę, na kilka pytań dotyczących weganizmu. Nie namawiając mnie wcale, przekazali mi swoją decyzję w taki sposób, że i ja powoli się ku temu skłaniam.

Powoli, bo po głowie mi chodzą aniowe śliwki z boczkiem. First things first!

Inspiracje:

Fakt jest taki, że po powrocie będę przedkładać mleko sojowe nad zwykłe, spróbuję pogotować jakieś wege dania, przetestować wszelkie odsłony tofu i spróbować przyrządzić tempeh. Z innymi już doświadczeniami wybiorę się na Pad Thaia czy zjem Pho.

5. Zdrowe nawyki.

Na skutek wysłuchania chyba z tysiąca godzin podcastów, obejrzenia miliona IG stories i przyjęcia inspiracji ze świata wyłapałam, że ludzie sukcesu mają wspólny mianownik: zdrowe nawyki. Niektórzy medytują, inni piją wodę, kolejni nie jedzą mięsa lub raz w miesiącu postują. Są tacy, co wstają zawsze przed szóstą, tacy, którzy uprawiają sport i ci, którzy biorą zawsze tylko lodowaty prysznic. Najlepsi robią wszystko z listy.

Ściągnęłam apki do odhaczania codziennie tego, co zrobiłam i głupio byłoby mi przed sobą tego nie zaznaczać, a przede wszystkim – to małe, łatwe i nie czasochłonne czynności! Jeśli umiałam wstawać o 5:30 przed wyjazdem, to i teraz znajdę na to czas.

  • Daily Stoic Journal – sama się zobowiązałam przed sobą wrzucać te treści na IG, więc wiecie, że od 1 stycznia 2019 cisnę i rozkminiam dla zdrowia psychicznego! (5-10 min)
  • Medytacja – wydawało mi się, że to wyższa szkoła jazdy, że muszę mieć czas, spokój, ciszę… ale olałam to i pierwszy raz medytowałam leżąc w łóżku w hostelu w Hoi An (Wietnam), wybrawszy przypadkową 15 minutes guided meditation na You Tube. (10-15 min).
  • Journaling – prowadzenie dziennika, w różnych okolicznościach różnie mi idzie, ale czuję, że odnotowanie co było w ciągu dnia fantastycznie, czego się nauczyłam lub za co jestem wdzięczna mam pozytywny wpływ na moje odbieranie świata. Po prostu zauważam te rzeczy, odnotowuję jako istotne. (10-15 min dziennie, ale ślizgam się i wychodzi mi 30 min tygodniowo)
  • Woda – piłam regularnie i przestałam, a teraz testuję kolejną apkę i znów się pilnuję. Pierwszą szklankę wody dziennie piję z… intencją. Śmiejcie się, ale nadanie jej znaczenia jak: ta woda da mi siłę, ta woda naładuje mnie pozytywnie to tylko dodatkowa pozytywna myśl na początku dnia – czemu nie?!

Czyli co? Wychodzi tego maksymalnie ze 45 minut dziennie dla siebie!

Ispiracje:

6. Odwagę do przytulenia siebie i mówienia sobie miłych rzeczy.

Próbowałam tego w domu, ale czułam się dziwnie. Pogłaskać się z miłością i powiedzieć sobie do lustra, że się lubię, albo, że się kocham? Nie uważałam, że to przypał, ale czułam się tak niekomfortowo jakbym miała próbować powiedzieć to szczerze osobie na ulicy. Teraz wreszcie się czuję z tym spoko. Po pewnie siedemnastej próbie było lepiej, a po kolejnych mogę to robić z marszu i przybić sobie piątkę!

Inspiracja: 

  • Moja warszawska pani psycholog, ale też zajęcia Szkoły Impro i dobrzy znajomi, i jedna Julia.

7. Upór w refrenie: „Róbmy swoje!”

Porównuję się. Jeszcze nie jestem na tym etapie, żeby tego nie robić. Porównuję się z “ludźmi sukcesu” 🙂 Autorami e-booków, podróżnikami, tymi, którzy “mają chłopaka”, z tymi, którzy też zajmują się LinkedIn… Mam FOMO** i walczę ze swoją samooceną, walczę z oceną swoich działań. Mimo wszystko robię swoje!

Zazdroszczę ładnych story, pomysłów, zdjęć, kontaktów, ale robię swoje. Uczę się, czasem po prostu nie patrzę, a nawet przestaję obserwować na chwilę, bo wiem jaki to ma na mnie wpływ, ale cisnę swoje w swoim tempie! Chyba wolę zrobić swoje trochę gorzej niż zainspirować się za bardzo i/lub odpuścić, bo inni na pewno robią lepiej. 

Inspiracja:

  • Róbmy swoje„, Wojciech Młynarski

8. Akceptację, że nie mogę, nie umiem, nie chce mi się, nie mam siły.

Jeszcze przed wyjazdem pracowałam nad tym, żeby przestać się na siebie złościć, kiedy ryczę choćby siódmy raz w ciągu dnia. Siliłam się na to, żeby akceptować mniej produktywne dni i nie mieć wyrzutów sumienia, że drzemka trwała 2 godziny w słoneczny dzień, albo, że w ogóle była. Coraz lepiej idzie mi akceptowanie swoich spadków energii. Pozwalam sobie na życie według własnych zasad. Nie widziałam niektórych must see Wietnamu, odpaliłam łatwy serial na Netflix zamiast pójść na spacer kilka dni temu i nie szukam zleceń do pracy.

Inspiracja:

  • Psycholog! Odkryłyśmy z Panią doktor źródło takiej niecierpliwości w stosunku do własnych słabości. Znam źródło – mogę zaakceptować stan rzeczy! High five!
  • Kamila Surma i jej wiara w (moją) intuicję: blog | Instagram

9. Inne

Nauczyłam się jeszcze wielu wielu rzeczy! Wiem, że Mekong przepływa przez 8 krajów, herbata jaśminowa nie jest z kwiatów jaśminu i, że bullet journal będzie dla mnie świetnym pomysłem po powrocie.

Ten wyjazd przebiega pod hasłem SAMOAKCEPTACJA, a moim One Little Word na 2019 będzie słowo ŻYCZLIWOŚĆ. Akceptacja dla samej siebie i pozwolenie sobie na robienie mniej i wolniej, pozwolenie sobie na bycie sobą z całym asortymentem emocji z przewagą wrażliwości i ekstrawertycznej energii. Życzliwość dla siebie, która przekłada się na życzliwość dla innych – wartość, która wprowadzona w (moje) życie jest widoczna natychmiast!

Czy nauczyłabym się tego wszystkiego nie wyjeżdżając?

Tak, tylko wolniej i w innym wymiarze. Bardziej książkowo i naocznie niż eksperymentalnie i doświadczeniowo. Moja samotna podróż jest zadaniowa, bo bałam się być ze sobą sama – to było duże ćwiczenie samo przez się. Nawyki, książki, treści jakie w siebie wkładam – to mogłabym zrobić siedząc w domu i nawet kontynuując pracę w korporacji. Potrzeba tylko kliknięcia w głowie lub dodatkowych ludzi, którzy zmotywują. To dlatego zostawiam Wam te wszystkie kolorowe okienka wyżej.

Jakie lekcje są najistotniejsze w podróży dla Ciebie? Nauka siebie, nauka o kulturze, obserwacja innych?

*od połowy lutego używam jednego opakowania, gdzie przelewam darmowe mydło z podajników w hostelach. Używam go do włosów i ciała. Odżywki użyłam raz, jak ktoś zostawił w łazience (tak zrobiłam!). To jest kradzież, ale to jest frustracja. Wolę mieć na sumieniu trochę cudzego produktu niż kupować o dwa opakowania więcej.

**FOMO fear of missing out, czyli lęk przed tym, że coś nas ominie, obawa przed tym, że nie jestem tam, gdzie dzieją się super rzeczy